top of page

Kres hańby

  • 20 sty 2023
  • 3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 20 cze

Non Opus dei, utwór: kres hańby (pozwoliłem sobie być autorem części wizualnej i wstępu):


Jak zdarzyło mi się wcześniej zaznaczyć w jednej z poprzednich "przypowieści": ludzie podobnie jak inne zwierzęta (udomowione) są zaprogramowani na pożeranie, rozmnażanie i umieranie. No właśnie np. pożeranie. Sprzedawać można torturowane i zabite zwierzęta w świątecznych opakowaniach na masową skalę. Albo rozmnażanie: sprzedawać kobiety, czyli pornografię przez Internet na masową skalę. Podobnie karabiny Murzynom w Ruandzie, albo samych Murzynów jako niewolników (toż to doskonała, darmowa siła robocza!), albo traktować wieloryby jak fabrykę mięsa... Sprzedawać można również wygodne i milusińskie schlebianie religijne próżnym ludziom. Zatem świat autentycznie jest już sprzedany. To nie żyjący ludzie rządzą pieniędzmi, tylko martwy pieniądz rządzi ludźmi, a może raczej chciwość, egoizm, absurdalne różnice kilku majętnych, wobec milinów ubogich. Ludzka pazerność i chciwość w dzisiejszych czasach są doprowadzone do ekstremum. Także ich przebiegłość w tej kwestii doprowadzona do splugawienia. Zaiste szlachetne to i honorowe na poziomie jadowitej żmii, godne istoty ludzkiej. Obłęd i niewolnictwo wobec pieniądza. Jakże jest ten sprzedany świat opustoszały i pusty, gdzie jedyną walutą są pieniądze. JAKŻE!!! Zapewne bóg, tak chciał, gdy tworzył świat i ludzi... (jeszcze raz zaznaczam, że nie wierzę w osobowego boga).



"Nowoczesny człowiek" jest już ateistą, i nazywa się wolnym podmiotem. Ale tak naprawdę jest przedmiotem krótkich rządz i ich zaspokajania i kreowania kolejnych przez kreatorów marketingu. I nie ma już żadnej duchowości. Ewentualnie ciągle tkwi on w ułomnej duchowości chrześcijańskiej zawieszony ni to w życiu ni to w śmierci, ale pomiędzy tymi dwoma stanami, jakby nie umiał się zdecydować, między marną ziemią a równie marną transcendencją będącą jego marnym marzeniem. Dlaczego jedynie jego marnym marzeniem? Otóż nazywać się podmiotem, mówić "ja" oznacza dziś, jedynie tyle co chełpić się, "przechwalać". Gdyż jaźń która czyni "ja" i ta, która mówi "ja" to nie to samo. Otóż to ta marna jaźń, która tylko mówi "ja", zrodziła takie twory jak chrześcijaństwo. Zamiast trwać w tej chrześcijańskiej półprawdzie, czy hedonistycznym odurzeniu, Nietzsche postulował "stań się tym kim jesteś"! Czyli chodzi tu o wmyślanie się w świat, zapuszczanie duchowych korzeni, zbliżanie swojego "ja" do (podprogowej) jaźni, która uczyniła owo "ja". Krótko mówiąc zabij osobowego boga stada w swoich oczach. A ukaże ci się autentyczny świat i autentyczny ty, jako podmiot. Do tego wolny! Ale cóż z tego? Gdy ukaże ci się też świat człowieka jako więzienie i wieczna jaskinia platońska.


Diss na (obecne) media:


Nie szczęście, lecz zadowolenie się liczy. Jednak często przedawkowane zadowolenie i prowadzące do niezadowolenia... "Idea" konsumpcjonizmu sprowadza się według mnie do takiego zdania: po to cierpiał świat (i nadal cierpi na ogromną skalę np. zwierzęta w fermach przemysłowych, lasy i zwierzęta dzikie jak i ludzie np. w Afryce która dalej jest eksploatowana, tak by Europie, czy Ameryce "zrobić dobrze"...), wykazywał się innowacją i pomysłowością i nagromadził dobra, żebyśmy my sobie używali i to jest sens naszego życia, mamy oto bowiem świat gotowy do spożycia. Czy to jest ludzkie? Dajmy na to seks stał się dobrem konsumpcyjnym. Jak gdzieś już wspomniałem ludzie są zaprogramowani na rozmnażanie... Skąd bowiem puste laski, puści poza portfelem menszczyźni? Albo traktowanie przyjścia na świat jako seks-turystyki? Hę? "Kochana" rzeczywistości? Co za tym idzie hasłem konsumpcjonizmu, jest też spustoszyć się wewnętrznie, spustoszyć świat (dosłownie i fizycznie), a później umrzeć i jebnąć jeszcze drogi pogrzeb w domu pogrzebowym "galaxy". "O Zaratustro, uczyń z nas takich ludzi (jak wyżej opisani "konsumpcjoniści"). Uczyń nas takimi, a obdarzymy cię w ten czas nadczłowiekiem!"... No "pewnie". Otóż jakże taki człowiek miałby latać jeszcze, kiedy zapomina o tym jak chodzić? Jeszcze może zezując w stronę chrześcijaństwa, w przerwach między hedonistycznymi zachciankami. A chrześcijaństwo, to moim zdaniem, nie jest, w przypadku większości jego wyznawców, nawet namiastka latania. Tylko doklejanie sztucznych pseudo-skrzydeł do "wiecznego zbawienia".



Diss rzeczywistości:


 
 
 

Komentarze


bottom of page